niedziela, 30 czerwca 2013

A w moim ogrodzie lato

30 czerwca

Po wielu deszczowych dniach z chmarą komarów, do mojego ogrodu wreszcie zawitało słońce. A małych krwiopijców o tyle mniej, że można nie tylko popracować, ale również posiedzieć przy grilu :-) Wczoraj gościłam u siebie moją babunię, rodziców, ciocię i na koniec Córcia z narzeczonym / po zakończonej sukcesem sesji/ wróciłi na wakacje! Jest się czym cieszyć:- )












Czerwone porzeczki dojrzewają o wiele szybciej niż czarne. Mój zeszłoroczny nabytek- bez złocisty ma przepiękne koralowe owoce, jestem nim zachwycona.
I zdjęcia z serii: tak było, tak jest. Fajnie cofnąć się w czasie i zobaczyć jak przez kilka tygodni  rośliny zmieniają się, rozrastając się i kwitnąc coraz piękniej...
Na koniec nie mogę sobie odmówić i wkleję zdjęcie mojej babuni oddającej się swojej pasji: krzyżówce.



A dzisiaj  dzień bez gotowania, jedziemy rowerami do siostry mojej połówki na  obiad z okazji czwartych urodzin siostrzeńca !
Pozdrowienia słoneczne !

czwartek, 27 czerwca 2013

Bliny na śniadanie

27 czerwca

Parę lat temu w Kuchni Polskiej, którą dostaliśmy od przyjaciół w prezencie ślubnym, odkryłam przepis na bliny. Początkowo sądziłam, że chodzi o placki ziemniaczane / często słyszy się taką nazwę /, przepis wskazywał na większe podobieństwo do racuchów. Zasadniczo bliny podaje się z kwaśną śmietaną i kawiorem na przykład. Bardzo wykwintne danie. W moim domu przyjęły się zimą z konfiturą wiśniową lub porzeczkową, a latem z  truskawkami, jagodami, malinami:




Przepis podaję swój własny:
  • 2-3 dag drożdży
  • łyżeczka cukru + szczypta soli
  • 1 i 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • łyżeczka czubata masła
  • ok. 3/4 szklanki mąki białej
  • 2 całe jajka
  • ok. 3/4 szkl. mąki gryczanej  / zwykle nie mam jej, więc mielę kaszę w młynku /
  • olej do smażenia
  • ręcznik papierowy do odsączenia
Drożdże mieszam z cukrem i solą, dolewam szklankę ciepłego mleka w którym rozpuszczam masło;

wsypuję białą mąkę / do mieszania używam miksera /  i czekam parę minut, aż masa zacznie pracować;
dodaję jaja i dolewam resztę mleka; na koniec mąkę gryczaną;
trzeba dosypać jej tyle, żeby masa miała konsystencję gęstej śmietany;
odstawiam do wyrośnięcia;
smażę jak placki na rozgrzanym tłuszczu;

odsączam na ręczniku;

U mnie z serkiem waniliowym i truskawkami.
Bliny od pszennych placuszków, czy naleśników odróżnia właśnie charakterystyczny nieco ostry smak mąki gryczanej.
Moja połówka z dzisiejszego śniadania bardzo zadowolona !

Pomimo ochłodzenia, pięknego dnia życzę wszystkim zaglądającym.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Mięsko w kolejnej odsłonie i ...

24 czerwca   

Kochani dzisiaj  chciałam pokazać Wam kolejne piękne  rzeczy jakie robi moja przyjaciółka M.  Dostałam świetne bolerko robione na szydełku i stałam się właścicielką  przecudnej urody świeczników ! Zanim zaprezentuję je w pełnej krasie: mięsko do chlebka,  które polecam wszystkim:- )










Indyk  w kolejnej odsłonie:

  • duży udziec / odkoszczony/ zamarynowany / na litr wody łyżka soli+ tymianek, czosnek /
  • kawałek wątróbki / może być parę kurzych /
  • natka pietruszki, bułka tarta / ja dodaję również otręby /
  • z udźca ścinam część mięsa, resztę rozbijam tłuczkiem
  • odcięte mięso i wątróbkę przekręcam przez maszynkę, dodaję jajko, sól, pieprz, tyle bułki / lub otręb / oraz posiekaną natkę
  • na udziec nakładam farsz, zwijam i obwiązuję sznurkiem / ta część wymaga wprawy /  - nie trzeba martwić się, że coś wypada :-)
  • zwykle zostaje mi farsz - piekę go razem z mięsem i wychodzi coś w rodzaju klopsa:- )
  • piekę ok. 40-50 minut / w zależności od wagi / w 200 stopniach, podlewając do czasu do czasu wodą /;
Jakiś czas temu przyjaciółka Magda, na przyjęcie weselne syna /młodzieżowe, pod namiotami/  szydełkowała osłonki na szklanki, które stały się genialnymi świecznikami. Bardzo, ale to bardzo zapragnęłam takie mieć... I... marzenia się spełniają !




Mówię Wam zapalone wieczorem zachwycają swoim wyglądem i blaskiem !
Kupię chyba wkłady antykomarowe, wówczas moje świeczniki zyskają również praktyczną funkcję...
A teraz czas na wdzianko. Nie lubię okropnie tego rodzaju zdjęć, bo na modelkę się nie nadaję :- )





Jak widać na ostatnim zdjęciu w ogóle nie mam głowy do robótek ręcznych :- ) !
Cieszę się jak głupi, że mam zdolne koleżanki !!!
SERDECZNIE POZDRAWIAM !

sobota, 22 czerwca 2013

Orzeszki z foremki i ...

22 czerwca

Wczoraj czekałam z / nie ukrywam / zaciekawieniem, na noc z największą pełnią księżyca w roku... Burza pokrzyżowała moje plany oglądania łysego z moim ukochanym :-) Natomiast zachodzące słońce między burzowymi chmurami wyglądało zachwycająco ! Moje zdjęcia niestety nie oddają uroku owej chwili, jednak oczywiście je zamieszczę !
 Na początek jednak ciasteczka z matrycy, zwane orzeszkami, które robię zwykle raz w roku w karnawale. Trzy tygodnie temu usmażyłam je dla narzeczonego Córci, bo chyba mu się marzyły :- ) Zrobienie tych orzeszków jest dość pracochłonne, ale ! Byłyśmy we trzy: moja mama, mama narzeczonego Córci i ja. W kupie siła:- ) ! Ja smażyłam, dziewczyny nadziewały i pięknie szło.






Przepis na ciasto:

  • matryca do smażenia
  • kostka masła
  • 3 żółtka
  • 1/2 kg mąki
  • 1 mała śmietana
  • 1 łyżka octu
  • 1 łyżeczka sody
Ze składników zagniatamy ciasto i wkładamy do lodówki na min. 1 godzinę;
Po wyjęciu odrywamy kawałki ciasta formując kulki wielkości dużej czereśni;
Mocno nagrzewamy matrycę i smażymy do zrumienienia raz z jednej raz z drugiej strony; Usmażone pięknie wypadają z formy:- ) Przestudzone orzeszki nadziewamy każdym kremem jaki sobie wymyślimy, albo konfiturą. U mnie z nutellą i  czekoladowymi drażetkami. Świetne z orzechem laskowym lub włoskim... 

Jeśli macie możliwość pożyczenia takiej formy, a na pewno  znajdzie się u jakiejś cioci, albo babuni - warto poświęcić czas. Fajnie usmażyć z dwóch porcji  i część schować :- ) Pięknie przechowują się w blasznym pudełku.

Teraz  jeszcze próba oddania nastroju wczorajszego wieczoru...  









Jak zawsze wszystkim zaglądającym pięknego dnia życzę !
Pijcie dużo wody dla ochłody :- )
Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję...





piątek, 21 czerwca 2013

Barszczyk z młodych jarzyn

21 czerwca

Czyż nie chcielibyście, żeby latem czas płynął o wiele wolniej niż zwykle?
Byłoby wspaniale, gdyby czerwiec, lipiec i sierpień miały chociaż po 40 dni?
Człowiek zdążyłby nacieszyć się kwitnieniem jaśminów, piwonii, tawuł... A tak... Pozostaje cieszyć się słońcem: -) W dzisiejszym krótkim wpisie moja ulubiona wiosenno- letnia zupa: barszczyk z młodych jarzyn.


Przepis:
Potrzebujemy: młodą włoszczyznę, buraczki z botwiną, ząbek czosnku, fasolkę szparagową / kilka garści /, parę ziemniaków, koperek, ocet winny, sól, pieprz, jogurt naturalny, łyżeczkę masła;

  • gotuję bulion z : kilku pietruszek / razem z natką /+ liść selera+por+ liść lubczyku+ młoda cebula i oczywiście sól do smaku;
  • po wyjęciu ugotowanych jarzyn dodaję startą na średnich oczkach: marchewkę oraz seler, posiekaną botwinę z buraczków, parę ziemniaków pokrojonych w kostkę, fasolkę szparagową pokrojoną na mniejsze części oraz wyciśnięty ząbek czosnku;
  • buraczki ścieram / dwa, trzy / również na średnich oczkach- wkładam do zupy, gdy ziemniaki i fasolka są już miękkie; 
  • od razu wyłączam pod garnkiem i wlewam łyżkę octu winnego / wówczas zupa nie zmienia koloru na bury / oraz łyżeczkę masła; zostawiam na ciepłym palniku;
  • podając dokładam kleksa z jogurtu / może być śmietana / i posypuję koperkiem
Moi domownicy bardzo lubią taką zupę, zresztą gotuje ją również moja mama - tylko wiadomo każda 'dosmacza' po swojemu...
Ściskam życząc odrobiny wytchnienia od upałów, ale ciągle słońca !

Ps. Dzieci wreszcie przyjeżdżają na weekend !!! Hura !

wtorek, 18 czerwca 2013

O tym jak minął weekend

18 czerwca

Pisałam we wcześniejszym wpisie o przygotowaniach do imienin mojej siostry:-)
Dzisiaj czas na podsumowania...

Na grilu smażyły się kiełbaski w musztardowo - miodowej glazurze, przepis znalazłam na blogu 'Widelcem pisane' i znajduje się on tu.  Były również udka kurczaka z chrupiącą skórką pomysłu mojej G. A szaszłyki drobiowe od Marzeny z' Kuchennego zacisza' okazały się tak pyszne, że... nic dodać nic ująć... Przepis znajdziecie tu.



Do mięska podane zostały dwie sałatki, niestety nie zrobiłam zdjęć! Musicie wierzyć na słowo,  że pyszne były i ciekawie się prezentowały :- ) Bardzo wszystkim babkom smakował Hit Imprezy, również od Marzeny tu. Były moje babeczki z czekolady, czekoladowe babeczki z kruchego ciasta z konfiturą wiśniową oraz muffinki z rabarbarem. I ! Fondue z czekoladą do truskawek stanowiło dopełnienie słodkości : - )
Najważniejsze jednak były nasze humory i świetna zabawa ... Naszą piosenka przewodnią jest przebój Ireny Santor 'Jeszcze mi wina nalej':
posłuchajcie 
Siostra dostała piękną, / robioną  przez jedną z koleżanek / biżuterię, którą muszę Wam pokazać !
Bardzo lubię chwalić się moimi zdolnymi koleżankami :- )



W niedzielę odpoczywałyśmy / również w damskim gronie / u  przyjaciółki na działce.
W przepięknym leśnym ogrodzie, przy śpiewie ptaków i szumie strumyka... 
Muszę tu dodać, że jedną  z przekąsek do białego wina były migdały z oliwkami. Pomysł zaczerpnięty z bloga Moniki tu. Bardzo fajnie wciągające chrupanie :- )
Czasami fajnie się zresetować, po czym wrócić z nową energią do rzeczywistości...
Pozdrowienia dla wszystkich  odwiedzających !





piątek, 14 czerwca 2013

Ogórki małosolne i pieczone mięska

14 czerwca

Już jakiś czas temu robiłam pierwsze w tym sezonie ogórki małosolne. Nie wiem właściwie skąd ta nazwa, bo  sporo w nich soli :- ) Może słabo-kiszone? Ale w sumie jest to mało ważne: - ) 







Mój przepis:

  • na litr wody używam 1 i 1/2 łyżki soli /czubata i dobre pół /
  •  parę ząbków czosnku, 1/2 cebuli, liście chrzanu /opcjonalnie / i koper-  nie mam jeszcze kwitnącego kopru, dlatego użyłam ziaren, liść laurowy, ziele angielskie
  • ogórki myję i odcinam końcówki / szybciej kisną /
  • wkładam ogórki do garnka razem z resztą /może być słój /, zalewam wodą z solą;
  • przyciskam np. spodeczkiem  i przykrywam lnianą ściereczką
  • po paru dniach ogórki do pałaszowania
Ledwo zdążyłam uratować parę sztuk do zdjęcia ! Ale kiszą się już następne.





Ani ja, ani moi domownicy / jak pewnie większość z Was / nie przepadamy za sklepową wędliną. Jak pisałam we wcześniejszych postach wędzimy mięso sami, ale nie tak znowu często - jest to dość pracochłonne i o tej porze roku również utrudnione przez temperatury. Zostaje wobec tego pieczenie. U mnie łopatka i udziec z indyka. Łopatka wygląda na zdjęciu jakby mocno nasaletrowana była - natarłam ją słodką papryką:- )

Oba kawałki mięsa namoczyłam w marynacie:
  •  na 1 litr wody, łyżka soli
  • ziele, liść, rozmaryn, sporo czosnku
  • zostawiłam na noc
  • mięso osuszyłam papierowym ręcznikiem
  • łopatkę natarłam słodką papryką
  • udziec posmarowałam musztardą , zwinęłam i włożyłam w siatkę masarską
  • w naczynie do pieczenia nalałam do ok.1/3 wysokości wody
Piekłam w temperaturze 220 stopni około 40 minut;

Pogoda  jak drut :- ) szykuje się na weekend - ciekawa jestem gdzie i jak go spędzacie? Pozdrowienia dla wszystkich zaglądających. Szczególnie ściskam studentów, którzy teraz pracują szczególnie ciężko ! 
Buziaki.