niedziela, 14 stycznia 2018

Blok czekoladowy i morsowanie na Nowy Rok


Na sylwestrową kolację którą urządzaliśmy u Małgosi i Roberta w DPS- sie przygotowałam trochę smakołyków i na specjalne zamówienie zrobiłam blok czekoladowy. Oboje nigdy nie próbowali takiego domowego bloku.  Zrobiłam go z przepisu mamy Jadzi. Oprócz składników z oryginalnego przepisu dodałam jeszcze gorzką 70% czekoladę oraz rum. Wyszedł wytrawnie, ale oczywiście przepysznie:-)






  • dodałam jeszcze gorzką czekoladę
  • 50 ml rumu

Mój M. wymyślił, że chciałby Stary Rok pożegnać wspólnie z Morsami. Moja siostra, jej mąż pomysł podchwycili:-) 2017 pożegnali w zimnej wodzie, a Nowym morsowali juz dwa razy. 



Ja odważyłam się w zeszłym tygodniu. Było to wielkie wyzwanie, któremu dałam radę:-) Euforii po wyjściu z wody nie da się z niczym porównać !!!


Dzisiaj trzeba było rąbać lód:-( Moja szalona sister była jedyną morsującą kobietą. Mnie odstraszył przezimny wiatr. Mam nadzieję, że uda mi się nastepnym razem pokonać lęk i ... zamorsować !



O tym czym jest morsowanie i jaki ma wpływ na zdrowie można poczytać  na stronie  RADOMSKIE MORSY.

Dzisiaj kibicujemy też sportowcom, którzy biegają dla WOŚP. Pogoda ciężka, ale będziemy trzymać kciuki, by wszyscy dali radę.


Świętujemy też URODZINY siostry mojego M. 

WSZYSTKIEGO DOBREGO MARY !!!

Ps. Pozdrawiam wszystkich zaglądających !



niedziela, 24 grudnia 2017

Gołąbki wigilijne i świąteczne przygotowania



Wigilijne gołąbki z kaszą i grzybami powstały dzięki przyjaciółce Reni na której prośbę je przygotowałam :-) Tym sposobem i naszej Wieczerzy one zaistnieją. Kiedyś gołąbki z kaszy gryczanej robiła Babcia, ale przyznam, że średnio mi smakowały. Szukając przepisu trafiłam  TUTAJ. Zamieniłam fasolę na soczewicę, z prozaicznego braku fasoli :-) Wyszły pysznie ! Nawet mój mięsożerca tak stwierdził.




Do gołąbków użyłam kapusty włoskiej, bo taką najbardziej lubię, ma nieco ostrzejszy smak od zwykłej. Gołąbki dzięki dużej ilości suszonych grzybów, oraz cebuli i czosnku, mają konkretny intensywny smak. A polane grzybowym sosem, swoim zapachem sprawiaja, że chce się już, koniecznie zjeść:-)

Świąteczne przygotowania trwały u nas od jakiegoś czasu. Marynowanie mięs, coroczne Wędzenie z przyjaciółmi i znajomymi, rodzinne pierniczkowanie i ostatnie dwa dni w kuchni...Choć te przygotowania wymagają wiele wysiłku to bardzo lubię ten czas. Pozwala mi wierzyć w sens życia i daje nadzieję, że zawsze tak będzie...
Wczoraj świętowaliśmy już u Małgosi i Roberta w DPS-sie, czując juz atmosferę Świąt.

 Wszystko to już przeszło do historii i mamy dziś kolejną Wigilię.








Wszystkim zaglądającym na mojego bloga życzę z serca spokojnych, rodzinnych, ciepłych Świąt  ! 

niedziela, 10 grudnia 2017

Konfitura pomarańczowa


Rok temu w grudniu dostałam w prezencie od przyjaciółki konfiturę pomamarańczową. Mój M. oszalalał na jej punkcie:-) Konfitury, nie przyjaciółki :-), choć za Agnieszką przepada, lecz mam nadzieję, że jeść jej nie zamierza...:-)
Postanowiłam, że pomarańczową konfiturę też poczynię...Trochę zeszło. Minął niemal rok i ... stało się ! Jest konfitura.





Jest z nią trochę zabawy, ale warto. Zapach, którym pachnie dom oszałamia po prostu. Dla niego mogłabym robić ten dżemik codzień:-)






Przeglądając przepisy na różnych blogach odkryłam, że... każdy jest inny.
W jednym przepisie na 1,5 kg pomarańczy należało dodać 1kg cukru ! Dla mnie to mega dużo. W innym miały być same pomarańcze bez skórek. I tak dalej... i tak dalej...
W przpisie Magdy Gessler był jeszcze imbir, ale nie było skórki. Wybrałam po trochu wszystkiego i zrobiłam tak:

Przepis :


  • 1,5 kg pamarańczy
  • 0,5 kg cukru
  • ok. 5 cm korzenia imbiru
  • sok z jednej cytryny
  • 2,5 łyżki żelatyny
Pomarańcze szorujemy szczoteczką pod ciepłą wodą, potem zaparzamy ok. 1,5 minuty. Obieramy. Skórki z dwóch pomarańczy odkładamy. Z pomarańczy zdejmujemy ile się da białej skórki, dzielimy na cząstki, a potem kroimy na małe kawałki. Ze skórki pomarańczowej ściągamy ostrym nożem białą część i kroimy skórkę na malutkie kawałeczki, dodajemy starty imbir. Wrzucamy wszystko do garnka i blendujemy. Podgrzewamy na małym ogniu, po chwili dodajemy cukier.Gotujemy 15- 20 minut. Na koniec przy wyłączonym gazie/ prądzie dodajemy rozpuszczoną w ciepłym soku pomarańczowym żelatynę. Przekładamy do wyparzonych słoiczków. Mnie wyszło 6 małych. Stawiamy na parę minut do góry dnem. Ja przechowuję konfiturę w chłodzie, bo jednak nie jest pasteryzowana.




Widzę na różnych blogach, ale też na instagramie, że przygotowania do Świąt idą pełną parą. Ja ten weekend poświęciłam na przygotowanie solanek do mięs, ubrałam też podwórko. Już w najbliższą sobotę w naszym ogrodzie, przy ognisku, kolejne coroczne, przedświąteczne spotkanie. Będziemy wędzić szynki, karczki, piersi z indyka, kurczaka, a także słoninę :-) Przy ognisku piec kiełbaski, grzać bigos i grochówkę. Wspólnie śpiewać i cieszyć się obecością znajomych i przyjaciół :-)

Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkim zglądających, żeby odczuli Magię Świąt !




wtorek, 28 listopada 2017

Tort poprzecznie zakręcony druga odsłona i trochę gadania:-)


Nie wiem dlaczego, ale coraz trudniej mi ogarniać bloga... Istnieje on nie  tylko dlatego, żebym mogła kolekcjonować  swoje przepisy, nie  tylko po to, żeby inni je oglądali, czy mogli z nich korzystać. Piszę go przede wszystkim po to, żeby zbierać wspomnienia dobrych chwil. Kiedy wpis zostaje opublikowany, te chwile są juz przeszłością, wspomnieniem, ale właśnie przez to są takie ważne. Blog jest publiczny, dlatego wspomnienia nie mogą być bardzo osobiste, są raczej przyczynkiem, przypomnieniem ważnych chwil. Żałuję, że nie jestem wstanie zmobilizować się, aby regularnie publikować wpisy. Może kiedyś to się jeszcze  zmieni. Na razie jest jak jest:-)

Ostatnio piekłam po raz kolejny tort porzecznie zakręcony. Tym razem na 40 urodziny Szwagra. Wyszedł tak :





Przepis na biszkopty znalazłam TUTAJ, kiedyś już robiłam go nawet dwukrotnie, a był TAKI.
Tort Szawagra przełożyłam trzeba kremami. Wiśniowym, waniliowym oraz mocno czekoladowym. Wszystkie na bazie jajek i masła.

Krem:

2jaja
4 łyżki cukru
1 kostka masła - trzy skaładniki na jedną porcję kremu np. waniliowego
do kremu wiśniowego :wiśnie z nalewki plus łyżka wiśniówki
do waniliowego : 1/2 łyżeczki esencji waniliowej i łyżka wódki
do czekoladowego : gorzka czekolada

Jaja ucieramy na parze z cukrem, kiedy podwoją objętość studzimy, masło ( temperatura pokojowa) rozkręcamy na puch i stopniowo dodajemy kogel- mogel, potem delikatnie owoce, i alkohol; 
Przygotowując krem czekoladowy, czekoladę dodajemy do ciepłego kogla- mogla i ubijamy do rozpuszczenia; 

Urodzinowe menu przygotowane przez Siostrę na 40 stkę Szwagra było mega wykwintne i przesmaczne. Mam zdjęcia tylko dania głównego i deseru... Dzisiaj je zaprezentuję, a nastepnym razem uzupełnię o przepisy, bo przyznać muszę, że ciągle ich nie mam...




Ogród wciąż przygotowujemy do zimy. Wieczne grabienie, które chyba nigdy się nie skończy... Dobrze, że chociaż czasem można odpocząć przy ognisku i kiełbasce:-)
Niespotykane jest to, że jeszcze wciąż kwitną róże, lwie paszcze, czy rudbiekie. Nawet stokrotki !





Jeszcze parę dni, zacznie się grudzień i wszystkich porwie  świąteczna gorączka...
Już  dziś na blogach, instagramach, FB można zobaczyć pierniczkowania:-) Ja też ustalam już datę piernikowego spotkania - dużo nas jest i każdemu musi pasować :-).

Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających !

niedziela, 5 listopada 2017

Już listopad listek opadł...


Przypomniał mi się wierszyk z dzieciństwa, którego uczyła mnie babcia:-)

Już listopad listek opadł z jabłoni i gruszy,
tylko patrzec jak nam śnieżek cały świat przypruszy...

Śniegu jeszcze nie ma póki co, ale liści w naszym ogrodzie cała masa...
Grabimy, wywozimy, znowu grabimy...  A w międzyczasie byłam z przyjaciółkami w poprzedni weekend w Poznaniu :-) Do wyjazdu zachęciła nas wystawa "Frida Kahlo i Diego Riviera. Polski kontekst." Dzięki niej zebrałyśmy się do kupy :-) i udało nam się pięknie, wesoło i ... kulturalnie :-) spędzić trochę czasu RAZEM.



Na zdjęciu z Fridą nie ma nas wszystkich - niektóre Laleczki wciąż ogladały wystawę. Było nas dziesięć i pierwszego dnia wspólnie oddawałyśmy się zająciom kulturalno - kulinarnym. Drugiego podzieliłyśmy się na grupy: jedna ( siedmioosobowa ) pojechała oglądać wystawę  Body Words, a druga ( trzyosobowa) udała się do Muzeum Rogala na warsztaty.Chociaż pogoda nam nie dopisała, to humory jak najbardziej ! Musimy częściej organizować takie wypady:-)

Za nami już Wszystkich Świętych,  odwiedzaliśmy nekropolie, ale też małe cmentarze i leśnie mogiły. 1 listopada tradycjnie gościliśmy bliskich na obiedzie. Jak zawsze daniem głównym był udziec barani w sosie i kapusta z grochem. Baraninę przygotowujemy my, ale kapustę siostra M. I jest to najlepsza kapusta z grochem jaką jadłam !






Na zdjęciu, które robił M. - marna reszta:-(

Wolny czas staramy się spędzać w miarę możliwości na powietrzu - czasem udaje się nam spacerować po lesie, czasem zachwycamy się jesienią w ogrodzie przyjaciół.



Zdarza się, że ogarnia nas jesienna chandra, lekarstwem na nią jest poranny trenig, a ja  czasami wieczorem po prostu  idę wcześniej spać. Trzeba to jakoś przeczekać... Jeszcze parę dni i przyzwyczaimy  się ( chyba) do zmiany czasu :-)


Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających !









niedziela, 15 października 2017

Pełnia jesieni, a kolejny Ziemniak jest już przeszłością...


Ciągle bardzo dużo się dzieje : wieczór Cioteński  o któym pisałam w poprzednim wpisie, wesele, potem 7 października wreszcie udało nam się rodzinnie spotkać na kolejnym Ziemniaku:-) Mniej nas było niż w zeszłym  roku, ale jak zawsze było wesoło i ziemniaczanych dań cała masa ! Ponieważ Córcia akurat na tę sobotę przygotowywała słodki stół dla znajomej Młodej Pary - cała była w emocjach i ...
dlatego jest niewiele zdjęć :-(



Jak co roku mogliśmy skosztować :-) placków ziemniaczanych, ruskich pierogów, kartoflanki, ziemniaków z ogniska, szaraków; nowością była babka ziemniaczana z mielonym mięsem oraz fajny rodzaj puree ziemniaczanego zapiekanego z serem i boczkiem. Dodatkiem ( ale jakże chodliwym ) była kiełbasa z ogniska :-) 
Mój tata wykazał się pomysłowością i przywiózł płyty z muzyką biesiadną - dzięki temu były też tańce. Rodzinne spotkanie okazało się  okazją dmuchania 40 świeczek na torcie naszej kuzynki Beatki :-)

W tak zwanym międzyczasie ja, Córcia i nasza kochana Mariola pojechałyśmy  ze słodkościami na weselną salę. I wyszło tak:




Byłyśmy zadowolone z efektu, również goście, bo Młoda mówiła, że po krótkim czasie niewiele zostalo:-) Jednak szafirowy kolor jest bardzo trudny... brudzi, zmienia konsystencję kremów - nie  było łatwo. O wiele łatwiej pracowało się z lawendowym, żeby otrzymać szafir trzeba użyć o wiele więcej barwnika niż do lawendowego.
Ale udało się, to najważniejsze.

Wczorajszą sobotę spędziłam myjąc okna, kisząc kapustę i lepiąc pierogi. Szczęściem w porze obiadu mogłam usiąść z M. przy ognisku:-) Pięknie było ! Chwila wytchnienia, jedzenia i podziwiania jesiennych widoków :-)





Dzisiaj leniwa niedziela: odwiedziny u Małgosi i Roberta, a potem OBIAD  imieninowy u Mamy ! Nalepsze na świecie zrazy wołowe z buraczkami... 


Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających !!!

wtorek, 3 października 2017

Weselne słodkości


30 września bawiliśmy się w wielkim gronie przyjaciół i znajomych na Weselu Pauliny ( Córci naszych przyjaciół) i Piotra - Jej wybranka. Wcześniej  zostałam poproszona przez Narzeczoną o przygotowanie małych słodkości na słodki stół, które będą miały coś lawendowego - koloru przewodniego dekoracji weselnych. Pierwszą próbą był Wieczór Cioteński , na którym  ciotki prawdziwe i te przybrane (  znające Paulinkę od przysłowionej pieluchy) mogły udzielić przyszłej Mężatce wielu rad, podarować Jej dar w postaci wesołych zaklęć i wręczyć przydatny prezent, a przy tym bawić się wspaniale ! Słodkości, które przygotowałyśmy z Córcią na ten wieczór zostały zaakceptowane i tym samym dostały się do weselnego menu:-)



Lawendowe ciasteczka maślane



Lawendowe kokosanki w gorzkiej czekoladzie ( dzieło Córci )



Bajaderki w lawendowej glazurze

Ciasteczka maślane to po prostu kruche ciasteczka z nasionami lawendy, polukrowane tradycyjnym cytrynowym lukrem do którego dodałam odrobinę fioletowego barwnika; Kokosanki Córcia upiekła według przepisu  ANI STARMACH dodając odrobinę barwnika; po osudzeniu zanurzyła każdą z osobna w rozpuszczonej w mleku gorzkiej czekoladzie; Kokosanki po przekrojeniu lub przegryzieniu:-) ukazywały piękny lawendowy środek.

Bajaderki :


  • śmietana 18%
  • całe jajko
  • duża biała czekolada
  • opakowanie mleka w proszku
  • opakowanie herbatników ( duże)
  • paczka orzeszków ziemnych
  • 1-2 kieliszki rumu do smaku
 Glazura:
  • 100 ml śmietanki 36 %
  • 100 g białej czekolady
  • 3 łyżeczki żelatyny
  • odrobina barwnika fioletowego w żelu
W zimnej śmietanie rozmącamy jajo, powoli podgrzewamy dodając białą czekoladę; kiedy będzie już rozpuszczona dodajemy mleko w proszku i pokruszone herbatniki oraz posiekane orzeszki; dokładnie mieszamy na gładką masę, dodajac w międzyczasie rum; po ostudzeniu formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, układamy w papilotkach i wstawiamy do lodówki na parę godzin ( albo na godzinę do zamrażarki);


Śmietankę pogrzewamy, rozpuszczamy w niej czekoladę; zalaną wcześniej odrobiną zimnej wody żelatynę rozpuszczamy w małej ilości wrzątku; przesudzoną dodajemy do polewy ( przez sitko) oraz trochę barwnika. Czekamy chwilkę , aż zgęstnieje; wyjęte z zamrażarki bajaderki  kolejno nabijamy na szaszłykowy patyk i zanurzamy w glazurze.


Bajaderki zniknęły szybko ze słodkiego stołu, lawendowe ciasteczka i kokosanki też cieszyły się powodzeniem:-) Z czego cieszyłam się bardzo:-)

Pozdrawiam    serdecznie wszystkich zaglądających !