niedziela, 4 czerwca 2017

U Małgosi i Roberta, czyli 50- tki moich Falów:-) i druga wycieczka...


Wpisów pt. U Małgosi i Roberta ostatnio nie ma, a to dlatego, że ciągle zaniedbuję swojego bloga:-( Oczywiście odwiedzam ich systematycznie, a nasza przyjaźń rozwija się i kwitnie. Tak się złożyło, że oboje obchodzą urodziny w jednym miesiącu- który jest najpiękniejszy w roku:-) Robert ma też w maju imieniny. I do tego oboje obchodzili okrągłą 50 tą rocznicę urodzin. Chcieliśmy uczcić je jakoś wyjątkowo i postanowiliśmy zabrać moich Falków z DPS-u, żeby poczuli się jak zdrowi ludzie ( czytaj wolni); O trudnościach napiszę w drugiej części, teraz zapraszam na piękne zdjęcia autorstwa mojej Córci; Zorganizowaliśmy spotkanie urodzinowe w restauracji w centrum naszego miasta. Jechaliśmy autobusem, a droga potem prowadziła przez miejski Park Kościuszki;









Jubilaci zaprosili kilkoro gośći (  nie publikuję wspólnego zdjęcia, bo nie pytałam o zgodę ). Miła atmosfera, fajny klimat restauracji, super obsługa, no i oczywiście mój własny PYSZNY tort :-) tiramisu ! A tak naprawdę dla mnie najważniejsze było to, że mimo tego, iż nie obyło się bez nerwowych sytuacji, zanim udało nam się wyjść z DPS-u to Jubilaci  oraz goście byli naprawdę zadowoleni. 
Dzisiaj poszliśmy za ciosem i wybraliśmy się znowu autobusem - tym razem na lody, potem do Parku, gdzie odbywał się Piknik Zdrowia - posiedzieliśmy w kawiarni, odwiedziliśmy Katedrę i odwiozłam Falów do domu - gdzie będą uwięzieni do następnej wyprawy:-(





Dzisiejszy dzień należał do naprawdę bardzo udanych i jestem mega szczęśliwa, że mogliśmy trochę  czasu spędzić razem - nie w czterech ścianach DPS-u. Muszę jednak znowu napisać o tym jakim koszmarem jest przemieszczanie się po mieście na wózkach inwalidzkich!!! Owszem są autobusy niskopodłogowe, z opuszczaną klapą, ale, żeby dotrzeć na przystanek... trzeba jechać ulicą, bo krawężniki nie pozwalają wjechać na chodnik. Zresztą ! Przy DPS -sie chodniki są wciąż w opłakanym stanie.
W samym centrum miasta, przy Katedrze na całej długości ulicy jest tylko jedno przejście, po którym spokojnie przejadą wózki. Kolejna przeszkoda to wejścia do kawiarni.Tak naprawdę to ich nie ma...O ile Gosia może zejść z wózka i przejść z pomocą na pieszo, to Robert nie ma takiej możliwości ! I zaczynają się schody:-( Dzisiaj znieśliśmy stolik i krzesła z podestu z przed kawiarni na ziemię - inaczej nie moglibyśmy usiąść. Naprawdę cieszę się ogromnie, że mimo tylu przeszkód spędziliśmy kilka godzin " na mieście":-)



Ps. Bardzo , bardzo jestem wdzięczna mojemu M., który chętnie bierze udział w naszych  wyprawach i stara się pomagać na ile może :-)

POZDRAWIAM SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAGLĄDAJĄCYCH !

niedziela, 21 maja 2017

Noc w Muzeum Wsi Radomskiej i moje warzywa :-)


Wczoraj jak w całym kraju i na świecie ( z tym światem to przesadzam, naprawdę to w Europie) Muzea zapraszały nas do zwiedzania za przysłowioną złotówkę. W moim mieście ( jak pewnie i w wielu) jeździły darmowe autobusy, a placówki przygotowały wiele atrakcji. My z M. i przyjaciółmi spotkaliśmy się w Skansenie. Piękna pogoda zachęcała do spaceru ( pokazały się co prawda komary, ale jeszcze nie dokuczały bardzo). Główną atrakcją wieczoru była potańcówka. Przygrywały kapele wiejskie, które zmieniały się co 30 minut - tańczyć można było non-stop, a chętnych nie brakło.



W wybranych chatach panie z Kółek Wiejskich pokazywały zwiedzającym jak się dawniej żyło na wsi. Dla dzieci i młodzieży już  z ery facebooka to już  nie jest Skansen, ale prehistoria:-)




Można było kupić pajdę chleba ze smalcem, kiełbasę z grilla, albo samemu sobie upiec przy rozpalonych nad wodą ogniskach. Fajna atrakcja dla mieszczuchów - nie dla nas:-) Przy okazji dowiedzieliśmy się skąd wzięła się nazwa naszej miejscowości - Kosowa.


Po mocno zapracowanym dniu, mieliśmy miły, spacerowy wieczór. Wracając już po zmierzchu nad stawami do domu - słuchaliśmy jeszcze majowego koncertu żab !
Tęskniłam za tym cały rok.

Teraz jeszcze parę zeszłotygodniowych fotek z mojego warzywnika. Dziś warzywka są naprawdę dużo większe - za tydzień będzie porównanie:-)



Czekam aż wykiełkują ogórki...



Pozdrawiam serdecznie, życząc pięknej niedzieli ( choć pogoda już słabsza, ale co to przeszkadza, prawda? ) !

czwartek, 4 maja 2017

Sernik czekoladowo - waniliowy i sto pytań o wiosnę...


Wolne dni już za nami. Upłynęły w rodzinnej atmosferze, ale nie do końca tak jak je planowaliśmy wcześniej. Miało być ciepło, wiosennie i rowerowo - wyszło  trochę inaczej... Muszę napisać o tym, że nie pamiętam takiego maja jak ten. Ohydnie mokro, zimne noce, chłodne dni. Przymrozki zniszczyły drzewa owocowe, krzewy ozdobne, pszczoły nie mają pożywienia, ptaki śpiewają mniej niż zwykle.  Nie kwitną kasztany ! A dzisiaj MATURY ! Ciągle trzeba palić w piecu:-( Po tym marudnym wstępie - który być musiał, żeby za rok lub trzy - pamiętać o tegorocznej (innej niż dotychczasowe) wiośnie, przechodzę do weekendowych wspomnień.


W niedzielę gościłam Rodziców, Chrzestną i Babunię na zaległym obiedzie urodzinowym. Deser w postaci sernika udało nam się zjeść w ogrodzie:-)  Ciepło ubrani, przy gorącej herbacie, ale na powietrzu...


Sernik czekoladowo- waniliowy: ( tortownica 22 cm)

  • 4 kostki sera tłustego trzykrotnie mielonego
  • 1/2 kostki masła
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 1 mały budyń waniliowy
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 6 jaj
  • 1 gorzka czekolada
  • ok. 100ml mleka
  • kilka suszonych moreli ( może być skórka pomarańczowa)
  • esencja waniliowa
  • na spód kruche ciasto lub herbatniki
Od żółtek oddzielamy białka, które ubijamy na sztywno z odrobiną soli; w osobnej misce ucieramy masło z pudrem, dokładamy po kolei ser, kolejno żołtka, budyń, proszek do pieczenia - miksujemy; na koniec delikatnie mieszamy z masą białka; masę dzielimy na dwie części; rozpuszczamy czekoladę w mleku; do jednej części dodajemy esencję i pokrojone morele, do drugiej połowę rozpuszczonej czekolady; na tortownicę wysmarowana masłem układamy cieniutko kruche ciasto ( lub herbatniki); wylewamy warstwę jasną , potem czekoladową; wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni; pieczemy godzinę ( do suchego patyczka); po przestudzeniu w piekarniku drugą częścią czekolady polewamy wierzch;

Gościom bardzo smakował - prosili dokładki:-) Sernik serwowałam :-) w niedzielę, a poniedziałek przy słońcu, ale też zimnym wietrze integrowaliśmy się przy ognisku. Był kociołek na rozpoczęcie sezonu, a i wędliny wędziły się dymie ( tyle, że w wędzarce ); Bardzo fajny dzień - miałam wszystkich bliskich : rodziców, siostrę i dzieci. A do tego znajomych. Bardzo to lubię !

Wrzucę parę zdjęć zniszczeń przymrozkowych, a o reszcie weekendu innym razem.








Tulipany pod śniegiem przetrwały wszystkie, magnolie wszystkie przemarzły...
Zmarzły nawet kwiaty białych tawuł- nigdy do tej pory w moim ogrodzie to się nie zdarzyło. Warzywa prawie nie rosną, jabłonka jeszcze nie zakwitła. Wiosno, gdzie jesteś?!

Pozdrawiam wszystkich zaglądających !

niedziela, 23 kwietnia 2017

Menu urodzinowe cd. - kolejna odsłona


Wielu mądrych ludzi pracowało nad tezą "Dlaczego czas płynie zbyt szybko? " Nawet w Newsweeku czytałam kiedyś artykuł o iluzji czasu. Ciekawy i mądry, ale zrozumienie nie pomogło mi za bardzo... Czas biegnie jak szalony i nic tego nie zmieni. Za parę dni przybędzie mi kolejny roczek, a świętowałam go już w wyborowym towarzystwie siostry, koleżanek i Córci. Moja M. nie tylko sprawiła, że miałyśmy co jeść, ale też świętowała z nami, co bardzo mnie ucieszyło !
Menu wymyśliłam sama, jednak tylko tort i drożdżowe ciasto przygotowałam  ja, resztą zajęła się M., a dzielnie jej w tym pomogła nasza kochana Mariola :-) Nawet mój M. był bardzo pomocny : nastawił zaczyn na ciasto drożdżowe , "przygotował jajka faszerowane ( kurczę, chyba nie ma zdjęcia...) i poodwoził część moich gości do domów:-)


                  Na ciepło podana została rozgrzewająca zupa tajska przepis  TUTAJ

                 
                                 Sałatka z krabami sałatkowymi własnego pomysłu

                                   
                                           Tort ajerkoniakowy  TUTAJ

W tym roku wyjątkowo bawiłyśmy się tylko rozmową ze sobą, wspomnieniom, opowieścią i śmiechom nie było końca. Cześć gości wyszła po drugiej, dziewczyny, które nocowały pomogły mi sprzątnąć, jedna ( kochana Mariola poszła spać po 3.00), a my z Goszą gadałyśmy jeszcze do... 5.00; Po trzech godzinach snu zaczęłyśmy od nowa ! Hura ! Babskie spotkanie są wspaniałe ! WIELKA SZKODA TYLKO, ŻE NIE BYŁO MOJEJ SZWAGIERKI ( usprawiedliwiona chorobą ) i naszej BETTY, która nie mogła przyjechać z Krakowa
Dodam jeszcze,że dostałam wymarzony prezent - ale nie cieszyłabym się z niego bez obecności przyjaciółek.:-)


Grilowane cukinie z twarożkiem


Kolorowe naleśniki z dodatkami  

                                        A to my : wciąż piękne, młode i zadowolone !:-)

           
             Pieczone  buraczki na rukoli z wędzonym twarogiem i prażonym słonecznikiem
 
                               

Dziś przepis na sałatkę z krabami:


  • kilkanaście koktajlowych paluszków krabowych (  u mnie 13 sztuk)
  • mix sałat ( szpinak, rukola, roszpunka)
  • 4 jaja na twardo pokrojone w ósemki
  • średnia cebula pokrojona w piórka ( sparzona)
  • sos : keczup, majonez, jogutr, sół, pieprz , albo można użyć sos tysiąśca wysp
Na wymytą sałatę układamy kawałki krabów, cebulkę, jajka, polewamy sosem i gotowe 

Pozdrawiam wszystkich zaglądających życząc takich urodzin jak moje !

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Urodzinowy tort bezowo- ajerkoniakowy i... wiosna:-)


Wczoraj moja Siostra świętowała swoje urodziny. Na tę okoliczność potrzebnyr był  tort. Córka przygotowała bezę,  ja krem i tak powstał tort bezowo - ajerkoniakowy:-)



Zdjęcie tortu zrobione jest niestety w opakowaniu, ale za to widać trochę pięknego , wypielęgnowanego ogrodu Sister :-)

Przepis:

  • dwa krążki bezy tutaj
  • 1/2 litra śmietany kremówki
  • 1/3 butelki ajerkoniaku ( może być więcej jak ktoś woli )
  • 6 łyżeczek żelatyny
Śmietanę ubijamy, delikatnie wlewamy ajerkoniak, potem namoczona wcześniej  w zimnej wodzie i rozpuszczoną w małej ilości gorącej wody żelatynę; delikatnie miksujemy; po odczekaniu 3-5 minut - masa musi trochę stężeć - nakładamy na bezę większą jej część.; przykrywamy drugą i resztę masy rozsmarowujemy po torcie; ja wierzch posypałam kawą dla wyostrzenia smaku; Chłodzimy w lodówce;

Szczerze przyznam, że po podanym wcześniej "trzybicie", ajerkoniakowa beza okazała się zbyt słodka:-(

Mój ogród tętni życiem, każdy dzień przynosi zmiany :-)










Warzywa z pomocą bez mała całej rodziny posiane (  zięć, siostrzeniec oraz mąż  pod nadzorem mamy zbudowali nową, piękną grządkę warzywną ), pomidory rosną u mamy na parapecie. U mnie  dalie  w donicach proszą już o posadzenie do gruntu. Boję się, że jeszcze trochę za wcześnie:-( Nasiona cynii, rudbekii, kosmosów, nasturcji i aksamitek już wysiane:-)  Wiosna na całego !

Serdecznie i  wiosennie pozdrawiam wszystkich zaglądających !

niedziela, 2 kwietnia 2017

Kładziochy razowe i WIOSNA !


Wreszcie naprawdę widać WIOSNĘ! Wszyscy o tym piszą , cały instagram pełen pięknych zdjęć. Na kulinarnych i artystycznych blogach przygotowania do Wielkanocy w pełni. Ja, podobnie jak wszyscy cieszę się Wiosną, ale nie szaleję w kuchni, nie obmyślam świątecznego menu, dlatego, że w tym roku wyjeżdżamy. Święta spędzimy  najpierw jak zawsze w Kazimierzu nad Wisłą ( Wielką Sobotę z przyjaciómi ), a resztę w Cieplicach - Zdroju- odwiedzając tatę, który jest tam w sanatorium.
 Dzisiaj, po ciężkiej weekendowej pracy w ogrodzie ( ale owocnej bardzo) dzielę się z Wami prostym przepisem na fajne kluchy i oczywiście zapraszam na spacer po moim ogrodzie:-) 





Proste kładziochy:

  • szklanka wody
  • 2 jaja
  • sół, pieprz
  • posiekana zielona pieruszka
  • mąka pełnoziarnista: 1,5 -2 szklanki
Wszystkie składniki mieszamy do uzyskania dość gęstej masy:-)
Na gotującą, osoloną wodę kładziemy łyżeczką kluski; po chwili delikatnie mieszamy, a po trzech - czterech minutach odcedzamy; podajemy z sosem, gulaszem lub z boczkiem i bryndzą albo wędzonym, białym serem;


NARESZCIE WIOSNA !!!


























Weekend upłynął pracowicie, ale też bardzo miło.  Była wspaniała pogoda, nocowała u nas mama ( bardzo dobrze się nam razem pracuje), zrobiłyśmy masę prac ogrodowych u Dzieci, a na koniec jeszcze mieliśmy na " nocowance" ulubionych siostrzeńców. Choć nie spowinowaceni ze sobą ( jeden mój,  drugi męża ) to  bardzo się lubią i co najważniejsze chcą do nas przyjeżdżać . Było pierwsze ognisko i kiełbaska z patyka.


Tu mama Tereska myśli co by jeszcze wykopać do ogrodu  Wnuczków,
a tu chłopcy grający w Milionerów:-)  przy pieczeniu kiełbasek...



A na koniec  weekendu zasłużony odpoczynek:-)




Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających !  Niech Wiosna będzie z NAMI :-)