niedziela, 15 lipca 2018

Letni tort mojito i moc wspomnień...


Wczoraj spędziłam pięknie dzień : najpierw tworzyłam tort urodzinowy dla przyjaciółki Goszy, potem przemiło spędziłam czas pomagając w przygotowaniach do imprezy i oczywiście w samej imprezie :- ) Nasze babskie spotkania są dla nas bardzo ważne, celebrujemy je i przechowujemy w pamięci... Nie zawsze jest tak, że możemy spotkać się wszystkie. I wczoraj niestety było nas sporo mniej... Liczę, że niedługo nadrobimy zaległości !







Tort mojito pierwszy raz stworzyłam rok temu na swoje imieniny. Ma orzeźwiający miętowo - limonkowy smak i jest świetnym tortem na lato. Pomyślałam, że ani Jubilatka, ani reszta dziewczyn jeszcze takiego nie próbowały :-) I tak powstał...
Posiłkowałam się przepisem STĄD, jednak z pewnymi zmianami. Biszkopt zawsze piekę z przepisu MAMY. Do przełożenia użyłam dżemu agrestowego własnej roboty. Zamiast kupnego likieru miętowego dodałam do ponczu "własnorobną "nalewkę miętową.




Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że obok tortu truskawkowego to najlepszy letni tort biszkoptowy :-)

Piękny chociaż deszczowy, wczorajszy dzień pozostał już tylko wspomnieniem... podobnie jak nasz ( mój i mojego M. ) najdłuższy, bo trzytygodniowy urlop !
Spędziliśmy go w Beskidzie Niskim w urokliwym, spkojnym uzdrowisku Wysowa Zdrój.



Było tam wszystko co sprawia, że cudownie się wypoczywa: klimat, pogoda, dobre zabiegi, smaczne jedzenie, przepiękne okoliczności przyrody, serdeczni ludzie i ... spokój.
Trzy tygodnie marszerowania po górach, zwiedzania przepięknych cerkwi wpisanach na listę UNESCO, poznawanie historii. 






To były piękne dni... Odkrywałam własną utraconą w 1947 roku przez akcję "Wisła " tożsamość. Moja Babcia była łemkinią i pochodziła z tamtych stron. Dotykałam historii, współodczuwałam ból i cierpienie spowodowane nie tylko wysiedleniami, ale fałszywymi oskarżeniami. A najważniejsze dla mnie jest to, że był ze mną i przy mnie mój M. Razem przeszliśmy łemkowskim szlakiem...



Takich wsi opustoszałych, wymarłych jest w Beskim Niskim między Krynicą, a Grybowem  wiele. Piękne jest to, że mówi się o tragedii łemków coraz więcej, że powstał oznakowany, pięknie opowiedziany łemkowski szlak, że w jakiś sposób odnawia się łemkowska kultura. Chociażby przez łemkowską WATRĘ , poprzez oznaczanie nazw miejscowości w dwóch językach: polskim i w cyrylicy. 







Będę tęsknić do tych połonin, bukowych lasów, do widoku cerkiewnych cebulek wyłaniających się wśród drzew, do cicho szemrzących potoków...



 Będę tęsknić do wieczorów kiedy z mapą planowaliśmy kolejną wyprawę, do porannej kawy parzonej przez miłe Panie ze stołówki, a wypijanej na tarasie jadalni z widkokiem na kwitnące lipy...




Już tęsknię... Ale też wspominam parę dni podczas których byli z nami Sister i Szwagier i razem szukaliśmy spichlerza w Polanach, który pozostał na gospodarstwie w którym urodziła się Babcia. I ostatnie dni, kiedy odwiedzili nas Dorka z Robkiem, a my mimo deszczowej pogody przeciągneliśmy ich kilkunastokilometrowym szlakiem! Wierzę też, że tam wrócimy. Mam nadzieję, że na przyszłoroczną Watrę.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich zaglądających !

niedziela, 6 maja 2018

Wytrawne muffiny na kolejne urodziny :-)


Kolejne urodziny :-) świętowałam trzy razy ! Raz zorganizowali mi je siostra i mąż na siłowni, potem w pracy i kolejne wczoraj świętowałam z siostrą i przyjaciółkami :-)
Piękne prezenty, cudowne chwile i dzisiejszy  niedzielny chillout  na leżakowym prezencie, z musującym winem, kochanym M. i Mariolką :-) Bosko !
Do szczęścia brakowało mi jedynie obecności Goszy i Betty... Jedną zatrzymała w Krakowie matura córki, drugą życie... Taki LAJF :-( Były z nami duchem:-)

Dzisiaj zaprezentuję pomysł na wegetariańskie, wytrawne muffiny. Zrobić je można tak naprawdę ze wszystkiego co mamy... w lodówce. Ja przygotowałam dwie wersje: ze szpinakiem i drugą z marchwewką. Proporcję wypracowałam sama.

Przepis :

  • dwa jaja
  • sól, pieprz, papryka słodka
  • oregano lub inne zioła
  • kefir
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia, 1/2 łyżeczki sody
  • 1 średnia marchewka starta na grubych oczkach
  • 1/3 szkl. ziaren słonecznika
  • 1/3 szkl. ziaren dyni
  • 2-3 suszone pomidorki
  • 3/4 szklanki oleju 
  • 1 i 1/2 szklanki mąki razowej
Jajka ubijamy z solą i pieprzem , dodajemy proszek i sodę, kefir, słonecznik, dynię , słonecznik ,zioła, potem marchew ( lub osączony szpinak ), olej i na koniec mąkę. Napełniamy do 3/4 wysokości foremki i pieczemy w 170 stopniach około 25 minut do suchego patyczka;





W przygotowaniu menu dzielnie pomagała mi Mama i oczywiście M., który przygotował pasztet ! JA TO MAM SZCZĘŚCIE !!!!






Dostałam mnóstwo prezentów: ogrodowych ,sportowych, kulinarnych...



Miałam dwa torty ! I nie musiałam robić ich sama !!!



Pierwszy bezowy z kremem ajerkoniakowym zrobiła DLA MNIE  na siłownię Córcia  (liderka w tortach bezowych ):-)
Drugi z frużeliną z owoców leśnych i kremem chałwowym Agnieszka - mistrzyni wytwornych tortów, których sama  nie je :-)



Wczorajszy prezent  ( PODWÓJNY LEŻAK ) był moim marzeniem i dzisiejszą niedzielę spędziłam wylegując się :-) pierwszy raz od... bardzo dawna:-) i Do tego w doborowym towarzystwie mojego M.  i kochanej Mariolki.
 NIECH ŻYJĄ URODZINY !!!

A w moim ogrodzie jest tak:












Kochani ślę wiosenne pozdrowienia ! Cieszmy się wiosną :-)

niedziela, 15 kwietnia 2018

Jestem ! Wraz z wiosną w ogrodzie :-)


Jest ! Pojawiła się nagle, bardzo spektakularnie, bez mała od razu zamieniając się w lato :-)
Sprawiła, że urosły nam skrzydła, zachciało się żyć , odnawialność natury daje wiarę w życie- nie tylko to teraźniejsze. Wiosno !!!! Jak dobrze, ze jesteś ...
Dzisiejszy post nie będzie kulinarny, tylko ogrodowo- uczuciowy :-)





Pracy w ogrodzie na przednówku jest  zawsze najwięcej, teraz kiedy Wiosna nadeszła z przytupem to już nie wiadomo w co ręce włożyć... Cudownie jest kiedy ma się pomocników :-) Mój M. naprawdę nie jest fanem ogrodnictwa, tym bardziej doceniam Jego pomoc ! Na Rodziców zawsze mogę liczyć, tyle, tylko, że niestety lat im przybywa, a sił ubywa. .. taka kolej rzeczy... A jednak Wiosna sprawia, że Rodzicom ubywa lat !:-)
Ostatnie dwa tygodnie pięknej pogody były mocno pracowite, ale przecież nie tylko u nas ? Po mega pracowitej sobocie, obie z mamą obiecałyśmy sobie, że dzisiejsza niedziela będzie naprawdę relaksem. Prawie się udało :-) Z rana tylko zrobiłyśmy parę nasadzeń, a potem już tylko lezakowanie, grill i przyjemne popołudnie z gośćmi, którzy odwiedzili nas rowerowo:-)




Wiosna ma tylko jedną wadę - choc dni są dłuższe to mijają o wiele, wiele za szybko.
Kocham Wiosnę za ogrody : nasz ogród, ogród mojej siostry, powstający ogród naszych dzieci, ogrody przyjaciółek, przydomowe ogrody mijane w drodze do pracy:-)
To mój fiś. Każdy ma jakiegoś fisia, ja mam kilka :-) Rodzinia jest moim fisiem, moje wieloletnie przyjaciółki,  książki, a potem ogród i ogród ...




Dlatego też blog i blogosfera zeszły na drugi plan :-) Chociaż bardzo mi jest miło, kiedy dostaję sms-y z pytaniem co co się dzieje? Albo kolega stwierdza, że już nie może patrzeć na mostek cielęcy :-) Bo od ostatniego wpisu minęło już tyle czasu:-)
Fajnie wiedzieć, że choć ten blog tak naprawdę jest pamiętnikiem moim i mojej rodziny ( w pewnym sensie i w pewnych granicach ) to ważny jest też dla innych :-)

Nie mogę nie opowiedzieć o naszych drugich, wspólnych wyjazdowych Świętach. W zeszłym roku spędzaliśmy je w Cieplicach, w odwiedzinach u taty , który był w sanatorium. Niestety ani syn siostry jego dziewczyna, ani nasze dzieci nie wyjechały wtedy z nami :-(
W tym roku było inaczej.
Co roku wyjeżdżamy w Wielką Sobotę do Kazimierza nad Wisłą ( conamniej 20 lat ), świecimy pokarmy, a potem świętujemy wspólnie w restauracji. W tym roku było nas 36 osób. Postanowiliśmy rodzinnie zostać w Kazimierzu na Święta. Choć pogoda się nie popisała i tak był świetnie ! Żałowaliśmy tylko, że siostra M., szwagier i siostrzeniec dojechali dopiero w Wielką Niedzielę. Jednak i tak mogliśmy sporo czasu spędzić razem.





Córcia stwierdziła, że to były najlepsze Święta ! Każdy jednogłośnie zadeklarował chęć powtórzenia takiego wyjazdu w przyszłym roku. To wielka radość, bo patrząc wokoło nie jest to standart, żeby rodzinne Święta cieszyły wszystkich.
Trzymam kciuki, żeby było tak zawsze.




Pozdrawiam wszystkich zaglądających !


niedziela, 4 marca 2018

Faszerowany mostek cielęcy


Zima trwa i nie odpuszcza :-( To raczej wszyscy widzą... U nas od tygodnia trwa choroba, jakas paskudna pochodna grypy... Okropne toto, bo osłabia organizm tak, że ciężko się pozbierać. Siły nie ma na nic. Dzisiaj przy pięknym słonku postanowiliśmy wyjść na spacer - zmęczyliśmy się jak przy wchodzeniu na nie przymierzając jakąś górę...
A tydzień temu jeszcze, w sobotę gościliśmy na imieninach M. rodzinę. Było bardzo wesoło i naprawdę smacznie :-) W roli głównej oprócz solenizanta wystąpiła cielęcina :-) Jako faszerowany mostek cielęcy.



Przepis:


  • odkoszczony mostek cielęcy
  • 1/2 kg ( zmielonej) wołowiny, 1/2 kg biodrówki ( zmielonej )
  • sól, pieprz do smaku
  • natka zielonej pietruszki
  • sznurek masarski
Umyty mostek wkładamy na noc do solanki ( na dwa litry wody, dwie łyżki soli oraz dowolne zioła: czosnek, pieprz, liście, ziele )
Zmielone mięso mieszamy z solą i pieprzem oraz dodajemy jajko oraz tyle bułki tartej, żeby farsz był kleisty. Na koniec mieszamy z posiakaną natką pietruszki . Osuszony mostek rozbijamy tłuczkiem, na całości układamy farsz. Zwijamy nie przejmując się jeśli mielone będzie się wydostawać :-) Zawiązujemy sznurkiem na tyle mocno, żeby powstała  rolada się trzymała. Ja mostek zawinęłam w pergamin i piekłam w naczyniu żaroodpornym ok. 2,5 godziny w tem. 190 stopni. Parę razy podlewałam bulionem.

Ponieważ mostek miał być daniem obiadowym został pokrojony na gorąco - stąd kawałki nie są idealne. Gdyby pozwolić mu ostygnąć byłyby super do chleba:-)


SERDECZNIE POZDRAWIAM WSZYSTKICH ZAGLĄDAJĄCYCH ! ŻYCZĘ ABY WSZYSTKIE WIRUSY OMIJAŁY WAS BOKIEM :-)

niedziela, 18 lutego 2018

Tort marchwiowy z konfiturą pomarańczową


Wiecie może dlaczego tak się dzieje, że roboczy tydzień mija o wiele wolniej, niż weekend ??? Albo na wiosnę czeka się tak długo? Dlaczego dzieci rosną tak szybko?

Dzisiaj po kolejnym morsowaniu, świętowaliśmy rodzinnie 21 urodziny mojego chrześniaka. Przygotowałam tort marchewkowo - pomarańczowy z przepisu Agi, która jest mistrzynią tortów :- )









Przepis ciasto:


  • 30 dag drobno startej marchewki
  • 10 dag ananasa ( drobno pokrojonego i odsączonego)
  • 4 dag orzechów włoskich ( posiekanych drobno)
  • 3 dag płatków migdałowych ( również posiekanych )
  • 8 dag wiórków kokosowych
  • 30 dag mąki orkiszowej lub pszennej
  • 225 ml oleju roślinnego
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 1 szkl. brązowego cukru
  • 1łyżeczka cynamonu
  • 2 łyżeczki przyprawy piernikowej
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 jajka
Tortownicę o średnicy 24-26 cm posmarowa grubo masłem. Piekarnik nagrzać do 150 stopni. Do jednej miski włożyć ananasa, marchewkę, orzechy, migdały i wiórki. odstawić bez mieszania. Do drugiej miski przesiać mąkę, dodać cukier waniliowy, przyprawę piernikową, cynamon, sodę, proszek do pieczenia i szczyptę soli - wszystko wymieszać, W trzeciej misce ubic jajka do podwojenia objętości. Dodawać stopniowo cukier i dalej ubijać na wysokich obrotach, wlac cienkim strumieniem olej. Do masy dodać zawratość miski z marchewką i delikatnie wymieszać na wolnych obrotach lub łyżką. Dodać zawartość trzeciej miski i połączyć składniki. Wyłożyć do tortownicy i piec ok. 70 minut do suchego patyczka. DOBRZE OSTUDZIĆ.
Można przygotować ciasto dzień wcześniej - łatwiej się przekroi.





Marchewkowy biszkopt dzielimy na dwie części , przekładamy  konfiturą pomarańczową (  na 500 ml konfitury dodałam dwie łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w małej ilości gorącej wody ).

Agnieszka do nasączania używa herbaty z sokiem z cytryny i rumem. Ja zamiast rumu użyłam odrobiny spirytusu. Ten marchwiowy biszkopt:-) nasącza się mniej niż zwykły biszkopt:-)

Krem na wierzch :

  • dwie kostki półtłustego sera ( zbledowanego lub przekręconego )
  • ok. 2- 3 łyżek cukru pudru
  • ubita piana z dwóch jajek ( u Agnieszki bita śmietana)
  • 2 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w małej ilości gorącej wody
Tort ozdobiłam karmelizowaną marchewką :-)

Moja mama, a babcia Jubilata nie lubi wiórków kokosowych. Zamiast nich użyłam otrębów żytnich. Ananasa zastąpiłam gruszką :-) Mimo tych zmian jestem bardzo zadowolona z efektu :-)






Choć jeszcze celebrujemy ostatnie godziny niedzieli to znowu
weekend minął o wiele za szybko... :- (

Pozdrowienia !!!



niedziela, 28 stycznia 2018

Ryby prosto z wędzarni


Wczoraj udało nam się zebrać do... kupy :-) i spotkać ze znajomymi z fitnesu przy ognisku z grochówką i wędzarką pełną ryb. Pogoda niestety była taka sobie, jednak deszcz zaczął padać już po grochówce i uwędzeniu ryb :-) Impreza przeniosła się do garażu, a o tym jak było wesoło świadczy fakt, że spotkanie zaczęte po 14 stej zakończyło się przed pólnocą :-)




Przygotowując karpia i pstrągi do wędzenia tym razem skorzystaliśmy z przepisu Karola Okrasy. Nie wkładaliśmy ryb do solanki, tylko natarłam je pare godzin wcześniej solą. Tak jak proponował Okrasa wędziliśmy je na siatce. Wędziły się kilka godzin w niskiej temperaturze. Taka metoda według nas jest lepsza niż tradycyjna, czyli solanka i ryby wiszące w wędzarce.



Znajomi przynieśli łososia oraz śledzie. Wszystkie ryby smakowały obłędnie, ale ja jestem fanką karpia. Pewnie, trzeba uważać na ości, ale mięso ... palce lizać !






Chociaż marzę już o wiośnie i brakuje mi bardzo słońca, to wędzona rybka i grochówka mojego M. z kotła jedzone w styczniu sprawiają, że endorfiny krążą :-) No  i oczywiście nic tak nie poprawia nastroju jak morsowanie !

Poprzedni weekend spędziliśmy we Wrocławiu. Jestem zachwycona tym miastem. Na pewno wrócę tam jeszcze kiedyś. Wiosną lub jesienią. Zimowe zwiedzanie ma ten plus, że ... zwiedzających jest dużo mniej :-)




Tradycyjnie i serdecznie pozdrawiam wszystkich zagladających !!!