niedziela, 12 lutego 2017

Urodzinowy prosiak i trochę wspomnień:-)

W zeszłą sobotę świętowaliśmy hucznie okrągłe urodziny mojego M.
Przygotowań było sporo, najwięcej czasu zajęło nam organizowanie prosięcia:-)
Mój M. chlapnął przed przyjaciółmi, że będzie pieczone prosie:-) Po długich poszukiwaniach (  najpierw znaleźliśmy kogoś kto mógłby owo przygotować, ale nie miał gdzie upiec; jak już udało się znaleźć piekarnik  - to gość od przygotowania musiał wyjechać:-) W końcu podaliśmy prosię na słodko:


Na pomysł wpadł  M. , a zrealizowałyśmy go z Córcią. Biszkopt z 12 jajek upiekłyśmy w żaroodpornej misce, ryjek to biszkoptowa babeczka, a raciczki to połówki smażonych akurat pączków:-) Wypełnienie to krem : bita śmietana - galaretka oraz zblendowane,  mrożone  wiśnie.

Cała uroczystość odbyła się w naszym ogrodzie, przy ognisku. Tradycyjnie była grochówka z ogniska ( gotowana przez M.) , bigos, pierogi, smalec i jeszcze parę innych rzeczy:-)
Na ognisko M. ściągnął przyczepkę drzewa:-)


Pogoda oraz goście dopisali, była część artystyczna ( przygotowana przez Córcię ), kulig dla najmłodszych, śpiewy i tańce. Wesoło jak zawsze ! Jubilat dostał wymarzony rower i  akcesoria do niego. 








Goście dedykowali dla Jubilata piosenki, do których  była przeczytana życzeniowa dedykacja. Jeden z wieloletnich Przyjaciół wyrecytował przygotowany przez siebie wspomnieniowy poemat ! Nie da się ukryć : M. wzruszył się naprawdę !

Kolejna, tym razem już półwieczna :-) impreza przeszła do historii...

Ps. W ciągu całego dnia przygotowań, a potem urodzinowego spotkania, mój M. przeszedł 19 km 800 metrów !!!

wtorek, 24 stycznia 2017

Udziec barani z glazurowaną marchewką i domowymi kluseczkami oraz policzki wołowe:-)



Jednak chyba nie lubię Zimy. Mam już dość tego ubierania się, palenia w piecu, zmiennej aury, wsiadania do zimnego samochodu i ... chcę już Wiosny ! Ptaki rano śpiewają - co trochę mnie dziwi, ale może zwiastuje wcześniejsze Jej nadejście? Póki co dziś jeszcze zimowy wpis obiadowy:-)
Do dzisiejszego posta  wkradł się chochlik, a raczej moje zimowe roztargnienie:-(
Poniższe zdjęcie to są policzki wołowe ! 
Barani udziec podawany był u mnie z knedliczkami:-) Za zamieszanie przepraszam, oba mięsa będą świetnie smakowały zarówno z kluseczkami jak i knedliczkami, a glazurowana marchewka jak znalazł:-)



Przepis: / porcja na 5- 6 osób /


  • odkoszczony udziec barani /1.5 kg /
  • marynata : na 1 litr wody - 2 łyżki soli, ziele, liść, jałowiec, czosnek, 2 łyżki octu
Mięso myjemy, wkładamy do marynaty na noc; dusimy pod przykryciem / podlewając wodą z czerwonym winem /  około 1,5 godziny w 190 -200 stopniach ; kiedy mięso jest miękkie, zdejmujemy przykrywkę i pozwalamy mu się przypiec;

Przygotowujemy sos:
  • do powstałego z pieczenia wywaru dodajemy wody, przyprawiamy do smaku i lekko zagęszczamy mąką
Marchewka:
  • obraną i pokrojoną w talarki marchewkę gotujemy na średnio- twardo, karmelizujemy na patelni cukier / 2 łyżki / , dodajemy ostrożnie trochę wody i mieszamy w nim marchewkę;
Kluseczki kładzione:
  • szklanka mleka
  • dwie szklanki mąki
  • 1/2 łyżeczki soli ,pieprz
  • dwa jajka
Wszystko mieszamy do uzyskania gładkiej masy o konsystencji gładkiej śmietany;
Część ciasta kluseczkowego wykładamy na deskę do krojenia i energicznie nożem zsuwamy na osolony wrzątek; po chwili delikatnie mieszamy i powtarzamy czynność; kluski odcedzamy i podajemy z mięsem, sosem i marchewką:-)

W sam raz na chłodne, jeszcze zimowe dni !

Prezentuję tu fotkę (  prawdziwego już )udźca : 




Policzki wołowe wolno gotowane:

  • porcja policzków kupiona w Lidlu ( w opakowaniu) - podgrzana 5 minut jak podano w przepisie; sos z tej porcji rozcieńczyłam i doprawiłam ( czerwonym winem, pieprzem) oraz trochę zagęściłam
  • knedliczki przepis TUTAJ oraz TUTAJ
Danie warte powtórzenia:-)


PS. Nawet niedzielny spacer mnie nie pocieszył : wilgotno i pochmurnie:-( 


niedziela, 15 stycznia 2017

25 LAT GRAMY Z WOŚP





Miał być przepis na  policzki wołowe z domowymi kluseczkami i karmelizowaną marchewką...  Dziś go nie będzie.
Rzadko na moim blogu piszę sprawach niedotyczących kulinariów, ogrodu lub mojego życia codziennego. Jednak dziś będzie inaczej. Nie mogę przejść obojętnie nad faktem co z naszym społeczeństwem robi polityka. Jak jesteśmy podzieleni bardziej niż kiedykolwiek.
Ludzie! Czy naprawdę trzeba jedną fundację trzeba przeciwstawiać drugiej?!
Czy trzeba oceniać kto jest lepszy? Że ten to do Caritasu, drugi do Akcji Humanitarnej, a trzeci do WOŚP? Szef Caritasu, ksiądz Stryczek ze Szlachetnej Paczki, Janka Ochojska - oni wszyscy sprzeciwiają się takiemu podziałowi ! Dlaczego nie widzą tego szefowie TVP? Dlaczego ludzie nazywający siebie katolikami Jurka Owsiaka posłaliby pod pręgierz (  gdyby takie  u nas jeszcze były). Dlaczego w naszych rodzinach źle oceniamy tych co wspierają WOŚP?
Ja tego nie rozumiem , nie podpisuję się pod tym i to mi się bardzo nie podoba !

Dzisiaj kolejny, pewnie 25 już raz wsparłam WOŚP. Ale przecież co roku kupuję świeczkę Caritas- u, wysyłam coś na Pajacyka. Na pewno bardzo, bardzo wielu z nas tak robi ! Może pomagajmy bez kąśliwości : kto pomaga lepiej ?! Niech każdy daje z siebie tyle ile może. 

Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających.

piątek, 6 stycznia 2017

Grzaniec kukułkowo- czekoladowy i ...wciąż świątecznie !



Choć dawno minęło już Boże Narodzenie i nastał kolejny już Nowy Rok, to znowu mamy Święto ! Pięknie się do tego złożyło, że Trzech Króli akurat w piątek  - dzięki temu możemy świętować dłużej. Mroźna pogoda nie przeszkodziła nam pomaszerować na spacer, a po powrocie na rozgrzewkę przygotowałam super grzańca. 




Przepis:


  • 25 dag kukułek
  • 1/2 litra mleka 
  • 1 gorzka czekolada / u mnie 85 % /
  • 100 ml spirytusu
Kukułki rozbijamy w moździerzu, razem z kawałkami czekolady rozpuszczamy w mleku / mieszamy, pilnując, żeby się nie przypaliło /, zagotowujemy, aby odrobinę zgęstniało - kiedy przestygnie do około 70 stopni / łatwo to sprawdzić : będzie mocno ciepłe, ale nie gorące / dolewamy spirytus - ciągle mieszając. Pijemy ciepłe !
Świetnie pasuje z wiśniami z nalewki :-)








W taki wieczór jak dziś fajnie jest powspominać minione Święta:-) Ale też czas przed nimi: pierniczkowanie w trzech turach, wędzonkowe spotkanie z przyjaciółmi, szaloną Wigilię na 21 osób + dwoje maluszków, świąteczne kolędowanie u Małgosi i Roberta,
Sylwester u przyjaciół w Kajetanach... Można by jeszcze  długo wymieniać. Dla mnie najbardziej ważne  jest to, że mam tak piękne wspomnienia :-) Moja Córcia na swoim blogu przedstawiła 5 powodów dla których lubi zimę. Ja ze swojej strony dodałabym jeszcze jeden : czas który spędzamy z bliskimi. Może to bardzo banalne, ale dla mnie najważniejsze :-)










W NOWYM ROKU PRZESYŁAM SAME SERDECZNOŚCI WSZYSTKIM TU ZAGLĄDAJĄCYM !  

Pozdrawiam serdecznie. Ania

czwartek, 8 grudnia 2016

Przedświątecznie


Czy Wy też najbardziej w roku lubicie ten przedświąteczny czas? Kiedy wiele jest do ogarnięcia, mnóstwo przygotowań, planów... Ale też dłuższe wieczory, w czasie których można wymyślać świąteczne dekoracje :-) U mnie już po pierwszym pieczeniu pierniczków, jednak jeszcze przynajmniej dwie tury przede mną :-)
Pierwsze ciasteczka tworzyłyśmy z Córcią u niej, a towarzyszyła nam Małgosia, którą na tę okoliczność "porwałyśmy" z DPS-u. Mam tylko jedno zdjęcie wypożyczone od Córci...Wiadomo zimowa aura pozwala na robienie dobrych zdjęć raczej tylko do południa. Mnie udaje się to czasem przed pracą:-)



W mikołajkowym prezencie podarowałam siostrze wianek handmade. Swój mam nadzieję stworzyć dzisiaj, więc może jeszcze uda się wrzucić go rano na bloga.



Każdego wieczoru dziubię bombki z wełny czesankowej, której kolorowe kawałki podarowała mi szwagierka. Bardzo podoba mi się takie rękodzieło : miło, łatwo i przyjemnie. Porozdawałam juz parę sztuk, ale staram się nadrabiać :-)







Nie mam jakoś weny do pisania, dlatego zapraszam jeszcze do obejrzenia mojego ogrodu w zimowej scenerii...








Miałam wielką ochotę wybrać się na spotkanie organizowane przez Polinkę z ZIELENI
Niestety nie uda się... Szkoda mi bardzo, ale w głębi serce mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś?

Serdecznie pozdrawiam !

czwartek, 24 listopada 2016

Sałatka z kaszy i dodatków, na ciepło i zimno:-)


Coraz więcej obowiązków, coraz mniej czasu... A przecież  Wielkimi Krokami zbliża się najpiękniejszy dla mnie czas w roku: Boże Narodzenie :-) Wyciągam z ukrycia steropianowe bombki i sfilcowaną włóczkę: zaczynam  świąteczne dekoracje; 
Tak się składa, że ostatnio coraz mniej gotuję, pieczenie też czeka  lepszych czasów   ( czytaj: do przed - Świąt ). Obiad podszykowuję wieczorami, a potem "wykańcza " go M. Często gotuje sam:-) Wczoraj była pomidorówka do której zamiast makaronu, czy ryżu, ugotowałam bulgur. Smakowała super. Dzisiaj z pozostałej kaszy zrobiłam szybką sałatkę - świetną do pracy. 


Sałatka na śniadanie lub obiad:-)

  • 1/2 szklanki kaszy bulgur 
  • kilka suszonych pomidorów
  • łodyżka selera naciowego
  • zblanszowana mała marchewka
  • orzechy włoskie
  • odrobina tartego imbiru
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz do smaku
  • oliwa z suszonych pomidorów
Kaszę gotujemy w osolonej wodzie około 12 minut, odcedzoną studzimy pod przykryciem;
marchwkę blanszujemy, tak aby pozostała chrupiąca i kroimy ją w paseczki; pomidory kroimy na kawałki, również selera; obrane orzechy siekamy ;dodajemy starty imbir; wszystkie składniki mieszamy; polewamy oliwą; doprawiamy do smaku i posypujemy natką pietruszki;
Możemy jeść sałatkę na zimno lub na ciepło;



Ten lodówkowy recykling uważam za bardzo udany.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich zaglądających !

niedziela, 13 listopada 2016

Świętomarcińskie rogale na Mazowszu :-)

Listopad nie jest moim ulubionym miesiącem... Jak większość osobników naszego gatunku nie lubię zimna, wilgoci i krótkich dni... Mój organizm buntuje się i chce zapaść w zimowy sen... Wszystko na nie...  Jasnym promieniem tych smutnych dni była obrona prac magisterskich przez Córcię i Zięcia :-)
Wiem, że moje marudzenie jest okropne, ale  ogólnie czuję się depresyjnie i tyle.
Długi weekend pomógł trochę na poprawę nastroju, udało nam się ogarnąć sporo rzeczy w ogrodzie, zmobilizować M. do pomocy w posprzątaniu naszej "komórki"gospodarczej. Odwiedziliśmy przyjaciół mieszkających w innym mieście, a wczoraj świętowaliśmy imieniny szwagra Marcina:-) Dzisiaj udało się nam przemaszerować rano parę kilometrów i miło spędzić czas z rodzicami, a potem ze znajomymi. Żeby jeszcze było do tego trochę, troszeczkę, ociupinkę słońca!!!
Na osłodę po raz pierwszy upiekłam rogale świętomarcińskie:-) Mniejsze niż te z cukierni, mniej słodkie, takie w sam raz:-)




Moje rogale świętomarcińskie:

Ciasto:
  • 1/2 kg mąki
  • 1 kostka masła 
  • 5 dag drożdży
  • 4 żółtka
  • 1/2 szkl. ciepłego mleka
  • 2 łyżki cukru
Nadzienie:
  • 10 dag białego maku
  • 10 dag orzechów włoskich
  • 10 dag migdałów
  • około 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1-2 łyżki śmietanki 30%
  • 1 łyżka bułki tartej lub pokruszonych biszkoptów
Lukier:
  • 3/4 szklanki cukru pudru i sok z cytryny
  • grubo posiekane orzechy włoskie



Mak i bakalie zalewamy gorącym mlekiem i zostawiamy na jakiś czas, po czym odsączamy; 
Do miski wsypujemy mąkę, wbijamy żółtka, mleko mieszamy z cukrem i drożdżami: wlewamy do mąki; zimne masło ścieramy na grubej tarce; zagniatamy wszystko po czym zapakowane w folię wkładamy na godzinę do lodówki;
Mak z bakaliami przekręcamy przez maszynkę, dodajemy resztę składników, mieszamy dokładnie; masa musi mieć gęstą konsystencję;
Ciasto dzielimy na pół; rozwałkowujemy na kwadrat  i kroimy nożem na osiem trójkątów; smarujemy białkiem i nakładamy masę po czym zwijamy rogale; z drugą połową ciasta robimy to samo; rogale układamy na blachę wyłożoną pergaminem, smarujemy białkiem; pieczemy w nagrzanym do 200 stopni piekarniku około 10-12 minut na złoty kolor;
kiedy lekko przestygną smarujemy przygotowanym lukrem i posypujemy orzechami;


Upiekłam podwójną porcję i  obdarowałam wiele osób:-)
Biały mak bardzo mi pasuje i  na Boże Narodzenie będzie z nim makowiec.

Bardzo serdecznie pozdrawiam życząc wszystkim SŁOŃCA !