wtorek, 1 kwietnia 2014

Piątkowe krewetki u Małgosi :-)

Dni mijają zbyt szybko jak na mój gust i jeszcze po zmianie czasu umyka mi ta przesunięta godzina... Muszę się jakoś przeorganizować :-)
Dzisiaj zaległy wpis z piątkowej wizyty u Małgosi i Roberta. Nie zrobiłyśmy niczego skomplikowanego ale dla Gosi wyjątkowego, bo pierwszy raz próbowała krewetek. Robert się nie odważył :-(



Na pierwszy raz postanowiłam zaserwować krewetki bez dodatków, tylko czosnek, sól i pieprz;
Krewetki tygrysie zalałam wrzątkiem i zostawiłam do odmrożenia, rozgrzałam na patelni masło, wcisnęłam czosnek, wrzuciłam krewetki; dusiły się równe 5 minut/ po tym czasie robią się gumowe /; doprawiłam solą i pieprzem;



Cieszę się, że Małgosi smakowały, pewnie przygotujemy jeszcze niejedno danie z owocami morza :-) A może Robert się przełamie i da się przekonać?
Na następne spotkanie jest zamówienie na tatara i ciasteczka.

Gosia pisze wiersze... Sama o sobie mówi, że nie czuje się poetką, bo : czuje, że musi pisać, przelewa myśli w rymach na papier / raczej na komputer / i nagle przestaje, bo czuje, że nie ma już nic do powiedzenia. Potem długo nic nie tworzy, potem impuls i znowu... Tak już ma. Dla mnie to mistrzostwo świata: nie znam się na poezji, ale czuję ją u  Gosi.

zdjęcie Wikipedia
Motyl

W złocisto - zielone przedpołudnie
na mym pantofelku usiadła barwna chwila.
To składała swe skrzydełka,
to powoli  znów je rozkładała.

Odpoczywała...
a może,
niezniszczalnym pragnieniem śmiertelnika,
próbowała czas zatrzymać?.....

W trosce aby jej nie spłoszyć
jakimś nagłym fałszywym ruchem,
obejmowałam ją tylko
czułym i nieco ciekawym spojrzeniem.

I chociaż nieraz wydawało mi się,
że chce mnie już opuścić,
ona długo syciła całą moją istotę
radością swej obecności.

Nagle, wzbiła się w górę,
zniknęła
i stała się barwnym wspomnieniem,
błądzącym po ścieżkach mej pamięci.

                                                Laski, 1990

Ps. Nie wiem jak i czy w ogóle  komponuje  się poezja z krewetkami ? :-)

6 komentarzy:

  1. A kto powiedział. że np...śledź nie może być romantyczny? Tak samo krewetka może trącić poezją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śledż pod pierzynką ... dla mnie sam romantyzm :-)

      Usuń
  2. Też niejednokrotnie próbowałam przekonać przyjaciól do krewetek. Jedni się przełamali i wtedy już polubili, ale niektózy nawet nie skubnęli... Trudno niech żałują;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech żałują :-)
      Ale, Marzeno trochę ich rozumiem... nie mogę się przekonać np. do ośmiorniczek takich małych, a kalmary uwielbiam :-)

      Usuń
  3. Krewetkami objadałem się w Belgii.Mulami we Francji,na surowo z sokiem z cytryny,prosto z Atlantyku podczas odpływu.

    Ewa Parma uważa że-
    "bycie poetą jest jak bycie alkoholikiem,jest się nim zawsze,nawet jeśli się nie pisze-aż do chwili,gdy znów przychodzi ta przemożna ochota,by coś skrobnąć,bo przecież kto nie pisze-nie żyje...."

    Trzyczęściowe opowiadanie z szczęśliwym zakończeniem.
    "kochanezdrowie.blogspot.com/2013/11/joanna-kuruc-dziki-opowiadanie-czesc-1.html"
    Czwarta część wesoła:)
    "www.youtube.com/watch/v=7NhFmARAgu0"
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle piękny, obszerny komentarz :-)
      Dziękuję !

      Usuń