niedziela, 7 kwietnia 2013

Niedzielne menu :-)

7 kwietnia

Dzisiaj piękne słonko od rana, w południe na termometrze  za oknem było 43 stopnie! A u nas w ogrodzie tony śniegu !!! Tak jest jak mieszka się w lesie :-) Jeszcze trochę cierpliwości i wreszcie będzie WIOSNA !
Dzisiaj na moich talerzach było wiosennie i kolorowo:
ŚNIADANIE:
omlet z papryką i szpinakiem - zdrowo, pożywnie i smacznie / oczywiście świeżo parzona kawa z mleczną pianką /






Obiad niestety był trochę mniej zdrowy, bo kotletów schabowych nam się zachciało :-)   Ale cieniutkie były bardzo... Wystąpiły w dwóch wersjach: mój panierowany w otrębach, Cudnego w samym rozmąconym jajku. Do tego szpinak z czosnkiem, surówka z marchewki i jabłka, a na moim talerzu jeszcze grilowana cukinia, ziemniaczków tyle co kot napłakał, bo miejsca na talerzu zabrakło :-)




A ! O kompociku zapomniałam, z czarnej porzeczki...
Po obiadku zamiast zawiązywać sadełko na kanapie, pojechaliśmy do Skansenu.


Dołączyła do nas rodzinka i brodząc w roztopach zmoczyliśmy stopy :-)





To zimowe zdjęcie, ale poza tym , że plucha na ścieżkach - wiele się nie zmieniło...

Po świątecznych ciastach nie został okruszek, dlatego na podwieczorek były jedynie lody z brzoskwiniami :-) Brak domowego ciasta wynagrodził nam siostrzeniec, który wariował, aż miło!





Udało nam się złapać połączenie internetowe i pogadać chwilę z naszym Kapitanem, który pływa po morzach i oceanach i który mam nadzieję, że będzie tu zaglądał :-) Niestety przy próbie nawiązania kontaktu z kuzynką z Kanady prawie straciliśmy kompa :- (
 I tak nadeszła pora kolacji....
Miało być zdrowo i dietetycznie, ale na przeszkodzie stanęła biała kiełbaska / ta robiona w przedświątecznych wędzonkach /. Odnalazła się w zamrażarce Wyszło na to, że do małej porcji gotowanej, białej kiełbasy dodatkiem była sałatka ze szpinaku / który nie mógł się zmarnować/. Dodałam do niego:
suszonych pomidorków, kawałki świeżego; odrobinę białego sera  i posypałam czerwoną cebulką. Dresing to oliwa z suszonych pomidorów, trochę musztardy, miodu,octu balsamicznego i oczywiście sól i pieprz...





Zdjęcia białej  kiełbasy nie robiłam - żeby bardziej elegancko wyglądało... :-)
Pozdrawiam cały czas WIOSNY życząc !


15 komentarzy:

  1. Czyli krótko mówiąc cały dzień coś jecie ;) Super wyszło przedostatnie zdjęcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie, tyle pyszności w jednym poście! Ten omlet spowodował, że mi w brzuchu burczy. Zresztą wszystko takie pyszne, ze oczy wychodzą na wierzch. Ale niedziela:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana jesteś - dobre było rzeczywiście:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie bym taką jajecznicę zjadła na śniadanie :) No i sałatka z pomidorów kusi bardzo ;)
    U Mnie dziś pogoda była jak we wczesny letni poranek - piękne słońce, ludzie w parkach już na trawie pikniki urządzają :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sylvio to zróbmy tak: ja Ci podeślę omleta, a Ty mi trawnik i słońce, bo na moim trawniku jest jeszcze kuuupa śniegu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) dziś to bym i nawet wiosenny wietrzyk mogła podesłać, na szczęście ciepły!

      Jeśli o tort chodzi, był na stronie fanpejdża na fejsbuku i dziewczyna z tej gazety napisała do Mnie wiadomość z prośbą o przepis i zgodą na umieszczenie tortu w gazecie, więc się zgodziłam :)

      Usuń
    2. Sylvio to jeszcze raz gratuluję ! I chyba troszkę zazdroszczę :-)

      Usuń
  6. Twój omlet teraz chętnie bym zjadła:-)) A i sałatką też bym nie pogardziła:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. OOo niedziela na bogato ;) Smacznie :) zapraszam do nas :* Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  8. ło matko! ile pyszności! nic tylko wpadać do Ciebie na niedzielę.
    Zazdroszczę tego mieszkania w lesie :)
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
  9. O Aga, miło ,że wpadłaś !

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja tu tup tup przybyłam tropem komentarza o Jeżycjadzie. Sub-komentowałam pod Twoim, ale stwierdziłam, że jeszcze z wizytą muszę się udać, bo po książkowych fascynacjach i rodzinnych koligacjach widzę, że nam podobnie w duszy gra.
    Gotować też lubię, ale nie mam bloga stricte kulinarnego, bo jednak bardziej mnie książki rajcują, to mam jeden o życiu (i tam trochę kulinariów), drugi o książkach.
    No i tak, pozaglądam sobie jeśli pozwolisz jeszcze nie raz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. a co to jest takie piękne fioletowe w ogrodzie? Nie znam się, mój mąż jest u nas nadwornym ogrodnikiem, zabłysnęłabym i powiedziała, że takie cóś też chcę

    OdpowiedzUsuń
  12. Kasiu! Lecę zaraz do Ciebie z rewizytą :-)Miło mi Cię poznać.
    To fioletowe na skarpie to żagwin - ja nazywam to skalnym floksem. W wielu kolorach występuje. U mnie przyjął się tylko w różowym i jasnofioletowym :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, mnie też miło!
      Żagwin - muszę to jeszcze odnaleźć po angielsku. Bardzo mi się podoba, a akurat mamy potrzebę czegos takiego, to się popiszę 'wynalazczością' :-)

      Usuń